Pomimo wczorajszego sceptycyzmu GPW, jak również pomimo prawdopodobnej realizacji zysków na otwarciu sesji na czołowych europejskich giełdach, początek czwartkowych notowań w Warszawie powinien stać pod znakiem wzrostów. Od tego jak będą zachowywać się europejskie giełdy
oraz od publikowanych dziś danych makroekonomicznych (m.in. dane o tygodniowym bezrobociu), będzie zależało to, czy wyższe poziomy zostaną wykorzystane do zamykania pozycji.
Środowa sesja na warszawskiej giełdzie zakończyła się wzrostem indeksu WIG20 o 0,9% do 2453,44 pkt. i wzrostem WIG o 0,6% do 42469,64 pkt. Na tle niemieckiego DAX-a, który wzrósł o 2,7%, czy francuskiego CAC rosnącego o 3,8%, polskiej indeksy wypadły dość blado.
Ten sceptycyzm rodzimych inwestorów może zastanawiać także w zestawieniu z początkowymi mocnymi wzrostami na Wall Street, które ostatecznie wywindowały indeks S&P500 do 1080,29 pkt. (+2,95%), a DJIA do 10269,47 pkt. (+2,54%). A może to nie sceptycyzm, tylko realna ocena aktualnej sytuacji na rynkach?
Inwestorzy muszą zdawać sobie sprawę, że kilka lepszych raportów makroekonomicznych ze świata (PKB z Australii, PMI z Chin i ISM z USA), nie może prowadzić do zmiany trendów, jeżeli wciąż będą seriami napływać słabe dane makroekonomiczne z USA. Szczególnie, że już wkrótce podobnej serii słabszych danych można oczekiwać z Europy. Muszą też mieć świadomość, że zawarta w ostatnim protokole z posiedzenia FOMC deklaracja, że tylko znaczne pogorszenie sytuacji gospodarczej zmusi Fed do podjęcia nowych działań wspierających wzrost gospodarczy, oznacza podjęcie takiej decyzji najwcześniej w październiku. To zaś odsuwa możliwość spekulacyjnej gry związanej z uruchomieniem drugiej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej. Stąd też przedłuża okres niepewności, co będzie prowadzić do spadków. (ISB/X-Trade)
Marcin R. Kiepas
X-Trade Brokers DM S.A.




